Opowiem wam dziwną historię, coś szalonego, spontanicznego i do dziś nie wierzę, że to się stało naprawdę. Poznałam go na czacie, dodam, że był to czat sex. Często tam klikałam, to z nudów, ale też dla odskoczni, bo problemy w moim związku dały mi tak popalić, że musiałam się gdzieś wyżyć. Lubiłam na początku klikać, ale po jakimś czasie, nastąpiła nuda. Te same pytania i wieczne wiercenie "jaką masz cipkę", stało się męczące .Pewnego dnia zaklikał do mnie pewien Piotr. Na początku myślałam, że to kolejny bubek, niewyżyty i niespełniony szuka chętnej na numerek. Gadaliśmy i z biegiem tej rozmowy zaczął się wyłaniać, całkiem miły facet. Wymieniliśmy się gg i od tego dnia, klikaliśmy co dzień. O wszystkim, o moich problemach, o pracy, o zainteresowaniach. Dużo opowiadał o sobie i pomalutku skutecznie zaczął mnie uwodzić. Dokładnie wiedział co lubię i jak mnie podejść:)) Któregoś dnia zaproponował wymianę telefonów i zaczęło się. Klikanie, telefoniczne rozmowy, towarzyszyły nam bez przerwy, nie wspominając o milionach sms słanych w ciągu dnia. Bardzo go polubiłam i zaangażowałam się... nie było to uczucie, ale miło było mieć kogoś, kto tak się poświęca dla wspólnego kontaktu... Trwało to miesiącami i w końcu zapragnęliśmy się poznać. Ustaliliśmy spotkanie w środku Polski, bo on był z południa, a ja z północy. Pojechałam. Siedząc w przedziale uśmiechałam się, zdając sobie sprawę z niedorzeczności tej sytuacji, ale co tam raz się żyje. Zastanawiałam się, czy on rzeczywiście przyjedzie, tym bardziej, że ja wiedziałam jak on wygląda, a on nie. Jechał w ciemno, nie miał pojęcia, czy jestem ładna, sexowna i czy aby warto:)). Ustaliliśmy, że dostanę buziaka w policzek, gdy mnie zobaczy i mu się spodobam. Dojechałam na miejsce, telefonicznie mnie powiadomił, gdzie czeka. Z daleka go już widziałam, jak drepcze tam i z powrotem z zarzuconą torbą na plecy, nie widział mnie, a zresztą i tak nie wiedział, że to ja:)). Podeszłam do niego z wyciągniętą ręką na powitanie i uśmiechem na ustach, zatrzymał się w pół kroku i spojrzał oniemiały... Wyraz zaskoczenia w jego oczach dał mi tyle satysfakcji, że nie jestem w stanie tego opisać. Spodobałam mu się, to wiedziałam i bez tego buziaczka, choć otrzymałam go błyskawicznie. Miałam jednak wrażenie, że nie sądził, że aż tak dobrze będzie, hihih. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy od razu do hotelu, w którym zarezerwował pokój dla nas. Formalności w recepcji i wreszcie pokój...łóżko:))) ach, zdjęłam buty i szczęśliwa wyciągnęłam się na nim, bo po podróży lekko pomięta byłam:)). On stał i patrzył...chwila konsternacji, bo real to nie klikanie i telefon, ale ja mam wrodzone pokonywanie dystansów, więc po niedługim czasie już swobodnie rozmawialiśmy... Po opowieściach o trudach podróży i wymianie myśli, jakie nam podczas podróży towarzyszyły, zażądałam kolacji i kawy!! Nic nie jadłam od rana, o kawie już nie pisząc:))) Przebrałam się, burząc mu krew, ponieważ zdjęłam bluzeczkę i zastąpiłam ją inną, nie przejmując się jego obecnością:))Dziwnie zachrypnięty powiedział "idziemy". Musieliśmy wyjść na miasto, bo restaurację hotelową zamknęli. Wędrowaliśmy, śmialiśmy się i jak dzieciaki przekomarzaliśmy się:)) Zjedliśmy coś beznadziejnego w jakimś barze, a ja WRESZCIE wypiłam kawę:))) Wracając, wstąpiliśmy do sklepu, zakupić jakiś alkohol, co by uświęcić spotkanie ktoś obserwujący nas z boku, pomyślałby, że zakochani idą, to trzymaliśmy się za rękę, to znów Piotr podszczypywał mi pupę:)), ogólnie wesolutko było. Po powrocie, rozlaliśmy alkohol, muzyka zaczęła płynąć i Piotr zaczął mi robić obiecany masaż. Leżałam na brzuchu, było mi przyjemnie ciepło, gdy jego dłonie uciskały moje plecy, ramiona, muszę przyznać, że masaż był profesjonalny w pewnym momencie poczułam, jak położył się na mnie i zbliżając usta do mojego ucha, szepnął "już się nakręcam, zaraz Cię zjem..." Zadrżałam....automatycznie zwilgotniałam i oddech mi
przyspieszył, poczułam jak jego ręce wędrują wzdłuż moich boków, próbowałam się uwolnić od ciężaru, spoczywającego na mnie, ale nie było to proste, Piotr całował już mój kark, ręce podążały do piersi, rozpaczliwie powiedziałam, że muszę wziąć prysznic..."zaraz" burknął. Wstał, jednak, usiadłam i zapaliłam
papierosa, on też... Siedzieliśmy w milczeniu, moje ciało całe pulsowało, miałam na pewno zaróżowione policzki, oczy pałały blaskiem, chciałam ochłonąć, podeszłam do okna i lekko je uchyliłam, oparłam się o parapet i nadal paliłam, usłyszałam, że Piotr wstaje, pomyślałam, że on idzie pod prysznic, ale myliłam się. Podszedł do mnie od tyłu i gładząc moje uda i pupę, znów zaczął całować mój kark, wpadliśmy w szał, odwróciłam się i zatopiliśmy jak wygłodniałe wilki w swoich ustach. Leżałam już na łóżku i czułam jak ubywa mi w błyskawicznym tempie odzieży... W pewnym momencie gwałtownym ruchem zostałam pozbawiona spodni od razu z majtkami i bez zbędnych ceregieli, poczułam w sobie jego sztywnego i gorącego rycerza:)), odleciałam, natychmiast, zdziwiony popatrzył na mnie i uśmiechnął się:))
- Oszukujesz - wysapałam - miałam, najpierw iść pod prysznic -
- Pójdziemy razem - Kochaliśmy się długo, zdobywał mnie do samego dna, by za chwilkę zupełnie wyjść i znów mocno wejść. To było ekscytujące, trwało i trwało, zatraciłam się i zapomniałam, gdzie jestem, ważne było to, że moje ciało ma boskie doznania w końcu Piotr dał upust swej rozkoszy i poczułam na brzuchu ciepło, leżałam, zaspokojona, szczęśliwa...i masowałam sobie brzuch jego sokiem, on dosłownie padł obok mnie i tak chwilkę odpoczywaliśmy...
- Nie mogę uwierzyć, byłem w tobie, w mej netowej, uwielbianej wróżce, spełniającej najskrytsze marzenia - roześmiał się i całował czule po ramionach, policzkach, ustach...
- Tak bardzo o mnie marzyłeś? - zapytałam
- Oj, baaardzo, już myślałem, że do końca życia tak będziemy pisali. Wstałam i skierowałam się do łazienki, poderwał się i oświadczył, że nic z tego, teraz wszędzie idzie ze mną, zabrzmiało to tak nieporadnie i słodko, ale zrobiło mi się przyjemnie i oczywiście zgodziłam się na wspólny prysznic, brrr, najpierw poleciała lodowata woda, ale chwilkę potem pławiliśmy się przyjemnie pod ciepłym strumieniem, jego dłonie błądziły wszędzie, jakby się upewniał, że jestem z nim naprawdę, całowaliśmy się, a woda zalewała nam oczy, usta, było miło, prysznic we dwoje, to fajna sprawa:)), polecam... w pewnym momencie klęknął i od pupci smakował moje skarby, chwilkę potem wstał i wszedł we mnie od tyłu, posuwał mnie tak na stojąco, cudowne, ciepło wody spływało po moim ciele, a drugie gorące cudo zgłębiało moje gniazdko od tyłu, wypięłam mocno pupę, by ułatwić mu dojście, jak najgłębiej, miałam kilka serii różnych orgazmów, a on ciągle mógł, był nie do zdarcia. Wyprostowałam się, by moją cipkę uwolnić z jego posiadania, odwróciłam się i tym razem ja klęknęłam, przyjął to z niebywałą aprobatą, woda lała się po moich włosach i rozpryskiwała się na jego nabrzmiałym penisie, lekko palcem podrażniłam czubeczek, pozwalając mu pobłądzić pod skóreczką, warknął i przyciągnął moją głowę do niego, żądając ust. Przeciwstawiłam się przez chwilkę, najpierw mocno chwytając go u nasady, ściągnęłam skórkę najmocniej, jak się dało na dół, ujęłam go ustami i wessałam się jak wampir w czubeczek, krzyczał, szarpał moje włosy, ale ja o tym nie wiedziałam, wpadłam w szał pożerania, jak wampir, spragniony krwi, ja pragnęłam dać mu ustami nieziemską rozkosz, ssałam, lizałam. Starałam się go zjeść, jak najgłębiej posiadając go ustami, wił się, momentami syczał, bo mogło czasem zaboleć...:)), ale nie przerywał mi, czułam, że to już niedługo, ledwo utrzymywał się na nogach, przed samym szczytem wsunęłam sobie ten pulsujący skarb między moje piersi i z dzikim rykiem, wreszcie doszedł do bram raju, który mu podarowałam... Jeszcze chwilkę pluskaliśmy się i wyszliśmy, on poszedł do pokoju, ja zostałam, bo jak wiadomo woda wysusza:)), więc balsamik po kąpieli niezbędny:)) Czyściutka, pachnąca balsamikiem wyszłam z łazienki, Piotr siedział na łóżku i pił piwo, weszłam na jego kolana i piliśmy je razem. W pewnym momencie drgnęłam, bo zimny napój został rozlany po moich piersiach i spływał w dół. Języczek Piotra błyskawicznie powędrował za smużką piwa na mojej skórze, zamruczałam z aprobatą i układałam się tak by dotarł wszędzie:) Ssał skórę na brzuszku, zostawiając chwilowe ślady, moja różyczka już rozkwitała, pomagałam jej rozwinąć płatki i paluszkiem sprawdzałam stan wilgoci w środku:) Nie groziła jej susza, tym bardziej, że została już pochłonięta przez usta i język mojego kochanka. Najmocniej jak mogłam rozchyliłam uda, on wsunął ręce pod pupę i rozchylał mocno moje pośladki. Ssał i wwiercał się mocno to w cipkę, to znów w odbycik, paluszkiem sondował czy może go tam wepchnąć, udało mu się. Zaczęłam się wyrywać i szamotać, on jednak nie miał zamiaru mnie uwalniać, przeciwnie wdusił mnie w łóżko unieruchamiając. Usiadł na mojej klatce piersiowej tyłkiem mnie blokując i zajął się obiema dziurkami bardzo skrupulatnie. Wrzeszczałam, drapałam, byłam zła, a jednocześnie szczęśliwa. On paluszkami tak posuwał moją szparkę, że miałam wrażenie, że się posikam za chwilkę, ale on nie przestawał, rżnął paluszkami mocno, niedelikatnie i nie przejmował się moimi protestami. W końcu położył się na mnie i wszedł, kochaliśmy się horyzontalnie, potem zmieniliśmy pozycję, by mógł mnie pieprzyć od tyłu, zmieniał dziurki, miałam go w obu dziurkach na zmianę, aż poczułam w pupie ciepło, to on rozlewał swoje spełnienie. Wyszedł i rozmazywał mi po udach swój sok, umazane paluszki podał mi do ust i kazał mi posmakować:). Zlizałam i zamruczałam, że smaczne:)... Znów wybraliśmy się pod prysznic i rytuał z balsamikiem został powtórzony. Wróciliśmy do łóżka i przytuleni rozmawialiśmy o naszych netowych dysputach. Zapytał, czy uczynimy dziś wszystko o czym marzy. Zapytałam co takiego mu się marzy:), zwlekał z odpowiedzią i w końcu wydusił, że nie doświadczył nigdy lizanka 69, zapewniłam, że popracujemy nad tym, ale tymczasem odpocznijmy. Zasnął, ja nie spałam i kombinowałam co by mu pobroić. Wzięłam moje rajstopy i związałam mu ręce, udało się to zrobić zanim się przebudził. Był niesamowicie zdumiony, gdy uświadomił sobie swoje położenie, ręce związane z tyłu, moja już wilgotna muszelka nad jego ustami, a moje usta zaciśnięte na jego członku... Lekko drażniłam go językiem, ssałam momentami dość boleśnie, był bardzo sztywny, próbował smakować moje dolne ustka, ale niekoniecznie mu pozwalałam:) W końcu przyległam do jego twarzy i jego języczek wirował we mnie, drażnił mnie nosem, to fajowe uczucie, ja natomiast starałam się go zjeść:) Był zły, bo chciał mnie paluszkami zgłębić, a tymczasem rączki uwięzione. Wstałam i zaczęłam go ujeżdżać, szamotał się, bo broiłam z rytmem, gdy chciał szybko ja zwalniałam i odwrotnie:). Odwróciłam się do niego tyłem, by jego oczka miały pełen obraz, jak wchodzi we mnie i wychodzi. Krzyczał na mnie, warczał:), ale ja się nie spieszyłam, aż w końcu nabrałam ekspresji i dążenia do orgazmu. Galopowałam ile miałam sił i w końcu wystrzelił z jękiem jakbym go skrzywdziła:) Chwilkę leżałam na nim i zostawiając go w tej pozycji poszłam się opłukać. Wróciłam, a mój bzykacz usiłował się sam uwolnić, szło mu to opornie, więc żeby go zmobilizować usiadłam na stoliczku naprzeciw niego i zaczęłam się pieścić:) Tego było już za wiele, hihi, jakoś się wypętał i gwałtownie mnie dopadł.
- Teraz to ja ci pokażę - warczał, a ja śmiałam się w głos... Paluszkami buszował dogłębnie, odwrócił mnie na brzuch i wciskając w blat stolika wepchnął kutasa w moją pupę. Szarpnęłam się, ale on tylko się śmiał i posuwał mnie za karę:)Było odjazdowo, jak jakaś wojna. Raz ja miałam przewagę w przewalankach, raz on mnie ujarzmiał. Minęło sporo czasu, a on mścił się i mścił:) To była słodziutka zemsta. Byłam niezmiernie spełniona i tak dobrze mi było:) Ruchał mnie na tym stoliku we wszelkich pozycjach, zaliczyliśmy podłogę, parapet i znów prysznic. W końcu nad ranem kompletnie wyczerpani usnęliśmy. Po przebudzeniu, znów numerek tym razem od tyłu i opuściliśmy hotel. Odprowadził mnie na dworzec i pożegnaliśmy się. Jadąc z powrotem, rozmyślałam o tym co teraz będzie, ale on rozwiał moje rozmyślanki jednym sms-em. Napisał, że już nigdy się nie zobaczymy i jak do tej pory tak się stało. Nie jest mi smutno, ponieważ było warto mieć taką noc. Mam teraz małą, magiczną szufladkę i gdy mam ochotę pomarzyć otwieram ją sobie.